Gwiazda drożdżowa

Jak zobaczyłam zdjęcie tego ciasta, a było to jakoś przed Świętami Bożego Narodzenia, to najpierw pomyślałam dlaczego ja jeszcze nigdy nie natknęłam się na nie? Kolejna myśl, muszę zrobić!!! A jako, że czasem ciężko mi jest czytać ze zrozumieniem jakiś przepis, albo tutorial to  z dwa tygodnie zajęło mi przetrawienie przepisu i jego wykonanie :P Ciasto robi się szybko, nie licząc tego, że musi ono wyrosnąć, jak na drożdżowe przystało, ale dla mnie na zdjęciach wyglądało na trudniejsze. Inspirowała się TYM przepisem. Moja gwiazda była z powidłami, ale na pewno wyjdzie z nutellą (przed rozsmarowaniem najlepiej trochę ją podgrzać), makiem czy dżemem. Najlepiej wybrać takie nadzienie, żeby kontrastowało kolorem z ciastem :)

Gwiazda drożdżowa

  • 450 g mąki tortowej
  • 225 ml ciepłego mleka
  • 70 g cukru
  • 1,5 łyżeczki suchych drożdży
  • 2 żółtka
  • 30 g roztopionego masła
  • szczypta soli
  • słoiczek powideł śliwkowych

Mleko podgrzewamy, aby było delikatnie ciepłe i dodajemy drożdże. Odstawiamy przykryte ściereczką na 15 minut. W tym czasie mieszamy ze sobą suche składniki mąkę,cukier, sól (mąkę przesiewamy przez sito), dodajemy żółtka,roztopione masło (nie gorące) i mleko z drożdżami. Mieszamy. Następnie  wyrabiamy, aż będzie gładkie i będzie łatwo odchodziło od rąk. W razie potrzeby podsypujemy mąką. Wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce na 1,5 h.

Ciasto dzielimy na 4 równe części. Pierwszą cześć rozwałkowujemy na kształt i wielkość tortownicy. Rozwałkowany blat przekładamy do tortownicy, której spód wyłożyć trzeba papierem do pieczenia. Gdy blat mamy już w tortownicy smarujemy go cienko powidłami, nie smarując przy samych brzegach (zostawiamy ok 1-2 cm wolnego miejsca). Wałkujemy następny blat, przekładamy go na powidła i znowu smarujemy powidłami. Trzeci blat wałkujemy, kładziemy na powidła i smarujemy już ostatnią porcją powideł. Kładziemy na nie czwarty, ostatni rozwałkowany blat. Lekko dociskamy, wygładzamy wierzch ciasta. I teraz najbardziej skomplikowana część jak dla mnie. Mami ma nadzieję, że wytłumaczy to zrozumiale. Jeśli nie to sięgnijcie do oryginalnego przepisu.

Bierzemy szklankę i na środku ciasta odciskamy delikatnie małe kółeczko.Nie przecinając zrobionego kółka dzielimy ciasto ostrym nożem na 16 części (po każdym krojeniu wycierałam nóż, aby jak najmniej ciasta ubrudzić). Najpierw podzieliłam sobie ciasto na 4, potem na 8 i potem na 16 części, wtedy wszystkie kawałki  wyszły mniej więcej takie same. Kiedy mamy już ciasto podzielone na 16 kawałków, bierzemy pierwszy z nich i przekręcamy dwa razy w prawo, kolejny kawałek dwa razy w lewo, kolejny w prawo i tak do końca robiąc to naprzemiennie.

Powinno wyglądać to mniej więcej tak jak na zdjęciu, mi ciut powideł wypłynęło, ale kto powiedział, że musi być idealnie ;)

1

2

Ciasto odstawiamy na 30 min do wyrośnięcia, smarujemy pozostałym białkiem  i wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na ok. 20 minut, u mnie było trochę dłużej, pilnujemy aż skórka będzie zarumieniona.

Ciasto jest pyszne, to  taka jedna wielka drożdżówka, idealna do kawki.

IMAG4015

P.s. Jak macie jakieś przepisy do takich cudnych i efektownych ciast to podrzućcie Mami – please :D

Pączki, pączusie

Mami jest na diecie, nie wiem czy wiecie :P Ach wieczna dieta…Jak to przeważnie u kobiet bywa. Ale serio to Mami brakuje jeszcze tylko 6 kg do wagi sprzed ciąży, tak tylko 6 kg, bo kiedy sięgam pamięcią do powrotu ze szpitala i wejściu na wagę…No przykre doświadczenie. Każdy mówił, że samo spadnie, dużo po porodzie, a potem przy karmieniu. Taaa??? Dalej karmię, a tu samo nie spada!! ;-) Chyba, że jesteście w czepku urodzone i Wam się uda, że samo spadnie. Ja muszę ćwiczyć, co przy dziecko jest już mega wyzwaniem, ale się da!

Jak już będziemy po ćwiczeniach i schudniemy do 12 lutego, to lecimy do kuchni i robimy pączusie!! W końcu będzie tłusty czwartek, więc każdemu wolno :))  A nawet każdy musi, bo podobno jak nie zje się w ten dzień ani jednego pączka to w życiu się nie będzie wiodło! Brzmi groźnie, więc po co ryzykować? ;) A te kupne pączki nie są tak dobre jak domowe, ba nic nie jest tak dobre jak to co zrobione w domu. Przede wszystkim wiecie co z czego powstało! Jak dla mnie to już dużo, szczególnie przy dzieciach. 

Pączki z TEGO przepisu robię już od 3 lat, ale tylko w tłusty czwartek, co by nie popaść w rozpustę.  Nadziewałam je i dżemem i masą krówkową…I zawsze wychodzą pycha. Wczoraj robiłam z dżemem truskawkowym własnej roboty i powiem szczerze, że zabrakło mi w nich jednak tej masy krówkowej, bo jakoś się do niej w nich przyzwyczaiłam. I co ważne możecie sobie dać tyle nadzienia ile wlezie:)) Kolejny plus, by je zrobić samemu, bo kto nie miał sytuacji, że szukał nadzienia w pączku? A więc przepis (zawsze robię z podwójnej porcji, co by rodzicom jeszcze dać spróbować,  jedna porcja to akurat dla mnie i dla Tati :P):

Pączki

  • 250 g mąki pszennej
  • 10 g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru (można dodać więcej, ciasto jest mało słodkie, ale dla mnie nadzienie nadrabia)
  • 100 ml mleka
  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka cukru z wanilią
  • szczypta soli
  • 1 łyżka spirytusu lub octu
  • masa krówkowa lub dżem
  • cukier puder do posypania lub lukier

Na początek rozpuszczamy drożdże w ciepłym mleku z dodatkiem cukru. Resztę składników wrzucamy do miski, mieszamy, przekładamy na blat i wyrabiamy, aż ciasto będzie elastyczne i będzie odchodzić od dłoni. W razie potrzeby podsypujemy mąką. Wyrobione ciasto wkładamy do miski i odstawiamy na godzinkę, aby wyrosło.

Po tym czasie dzielimy ciasto na części, czyli małe pączusie, spłaszczamy i nadziewamy masą krówkową, bądź dżemem. Sklejamy boki i formujemy kulkę. Odkładamy jeszcze na 30 minut do wyrośnięcia.

A teraz najbardziej kaloryczna część, czyli smażenie. Jeśli macie termometr to zalecane jest smażenie w temp. 180 stopni. Ja mam tylko taki do 100 stopni, więc robiłam na oko, jak widziałam, że pączki  zaczynają się lekko przypalać to zmniejszałam gaz. Smażymy, aż z dwóch stron będą rumiane. Podobno idealne to takie, gdzie jest ta linia po środku :) mnie raz wyszła, o tak wyglądały  w latach poprzednich:

DSC08416WP_000950

A w tym roku wyszły tak, no nie ma tej kreski, ale jadalne były ;)

 IMAG4208_1